Saturday, 15 November 2008

Gehenna Grahama...

Jak juz wcześniej wspomniałam, z Chrupkiem jest zawsze smiesznie bo to nam fartuch schowa, a to rekawiczka rzuci, maszyne wylaczy itp. W koncu nadszedl czas zemsty! Raz poszedl na przerwe to wzielysmy z Kasią jego fartuch, wywinelysmy na lewa stronę, zapielysmy guziczek, owinelysmy gumka recepturka, wpakowalysmy w 5 warstw folii i przykleilysmy karteczke GRAHAM. Chcial nas potem tą recepturka strzelic i sie sam w palucha strzelil :D. Innego dnia, to był czwatek po pracy, znow porwałyśmy fartuch, powiesilysmy na wieszaczek, opakowałyśmy w worek i zakleiłyśmy. Na koniec do haczyka przymocowalysmy rękawiczke z namalowana buzia i palcami jako włoski i przytwierdziłysmy kartke. Oto efekt:
Lil' Graham zawisl nad zlewem w szatni muahahahaa!
Natomiast ostatnio zawarłyśmy z nim przymierze i wspólnie planujemy "niespodzianki". Tak wiec na naszym koncie zapisalo sie spakowanie fartucha Karen i zaklejenie jej butelki taśmą, niezwykle szczelne opakowanie milionem warstw folii fartucha Joe'go oooraz wypełnienie i opakowanie butów Antka. Niestety chłopak ostatnio ich nie przebierał i chyba nie zauważył. Sie smiejemy, ze do wiosny beda tak lezec. Oj, strach pomyslec jaka cywilizacja moze sie z tego dowcipu rozwinac ;)
Tak wiec wesoło mamy, bede za tym troche tesknic. I za Londynem, ale o tym nastepnym razem.

0 comments: