Ah! Tyle wrazen do opisania! Niedawno wrocilam z podrozy do Paryza (z krotkim postojem w Krakowie) i tyle mialam do przekazania, ale zgodnie z moimi przewidywaniami wiele rzeczy zdazylo mi juz umknac w natloku nowych informacji. Moze powroca? Oby! Bo naprawde mialam w koncu cos ciekawego do napisania :)
Z grubsza wygladalo to tak: z kuzynka mialysmy zamiar spedzic magiczny tydzien spacerujac paryskimi alejkami, pogryzajac croissanty i sącząc winko. Wyszlo jak zwykle: zdeptalysmy, zwiedzilysmy, zobaczylysmy wszystko w rekordowym czasie o niewielkiej ilosci prowiantu. Tak czy inaczej bylo fantastycznie, a slowami jestem w stanie opisac tylko nasze przygody.
Dzien 1
Spacer po najblizszej okolicy; namierzylysmy supermarket, metro i sklep z pamiatkami.
Dzien 2
na sniadanie bagietka z dzemem truskawkowym ^^
ILE-De-LA-CITE: Catedra Notre Dame (niesamowity klimat, nieco oslabiony przeladowaniem turystami), Palais de Justice, St. Chapelle (pierwsza stycznosc z dlugasna kolejka), Conciergerie, Hotel de Ville, Pont Neuf
MARAIS: Plac Bastylii, Opera, Place des Vosques, dzielnica zydowska, centrum Pompidou (eeee.. nie w moim stylu)
Dzien 3
MONTMARTRE (cudo!): Sacre-Coeur, Moulin Rogue i inne wiatraki, Plac Pigalle i inne place, cmentarz
OPERA GARNIER (tam gdzie upior grasuje :>): galeria LaFayette (to trzeba po prostu zobaczyc *_*), plac Vendome.
Dzien 4
na sniadanie cafe creme i croissant ^^
Musee d'Orsay, Wieza Eiffel'a (niestety Kuzynka zapomniala aparatu, a moj mial slaba baterie), Plac Inwalidow, dlugi i bardzo przyjemny spacer w wieczornym sloncu spod Łuku Triumfalnego Polami Elizejskimi do Placu Concorde... ehhh...
Dzien 5
DZIELNICA ŁACINSKA: Muzeum Cluny, Sorbona, Panteon (zrozumialam cos z fizyki!), Ogrod i Palac Luksemburski (3 panow cwiczylo jakies karate na mokrej trawie)
Montparnasse: kawal drogi a zobaczylysmy tylko cmentarz
Poza tym zalapalysmy sie na msze 'poliphonique' w Notre Dame i (po dlugich poszukiwaniach odpowiednio klimatycznej knajpy) przepyszny creme brulee ^^
Dzien 6
LUWR: Wenus z Milo, Mona Lisa (wielkie halo wokol, fakt niebrzydkiego aczkolwiek mniejszego niz sie spodziewalam, portretu), Nike z Samotraki (ha! moje oczko w glowie), Grande Galerie, ogrody Tuileries
PERE-LACHAISE
LA DEFENSE (myslalam, ze mnie odepchnie chlodem, ale o dziwo jest tam jakos tak.. inaczej. Taka specyficzna atmsfera.. spokoj, cisza, porzadek i takie poczucie, ze wszystko i wszyscy w tym miejscu maja jakis cel)
Dzien 7
WERSAL (przedlugasna kolejka, ale w gruncie rzeczy warto - chocby dla łoża Marii-Antoniny :)
A pojechalismy tam pociagiem z naszymi znajomymi, ktorzy chcieli nam pokazac TGV.. no coz, akurat nie bylo wiec musze sie zadowolic faktem, iz widzialam tory na ktorych stalo TGV!! yeah! ;D
najbardziej podobaly mi sie sliczne karuzele w wielu czesciach miasta (nawet na la Defense), i Francuzi wcale nie sa tacy niesympatyczni jak o nich mowia (wlasciwie wiekszosc spotkanych tam ludzi nie wygladala na rodowitych obywateli Oo...szczegol ;) ). Co wiekawe, a wrecz zdawalo by sie nieprawdopodobne, nauczylam sie pare slow po fr :) Co prawda w wiekszosci przypadkow to moja Kuzynka ukladala pelne zdania a ja tylko powtarzalam 'to samo', nie mniej jednak pare przydatnych slowek i zwrotow zapamietalam, a nawet ostatniego dnia zrozumialam co mowi do mnie kierowca autobusu :D
Co do cmentarzy to strasznego pecha mialysmy - za kazdym razem padalo! Jak weszlysmy na ten Montmartre to bylo piekne slonce, wlasnie szukalysmy Slowackiego kiedy pani powiedziala, ze za 10 min zamykaja. Nagle zrobilo sie ciemno, w pospiechu zgubilysmy droge, w poblizu ni zywego ducha, jakies koty zaczely wylazic, zrobilo sie strasznie strasznie! Juz myslalam ze nas tam zamkna! Na szczescie, lekko zmokniete, jakos trafilysmy do wyjscia :) Na Montparnasse zamkneli mi katakumby :( a jak poszlysmy na cmentarz to oczywiscie sie rozpadalo... ale dzieki uprzejmosci jednego Francuza, schowalysmy sie na klatke schodowa jakiejs kamienicy :) Natomiast najwieksza porazka spotkala nas na Pere-Lachaise. Na tej najwiekszej paryskiej nekropolii, 20 min przed zamknieciem, bez planu, pod gorke, postanowilysmy znalezc chociaz Jima Morrisona. Juz nas chcieli wygonic, ale jakas grupa amerykanow wyblagala jeszcze krotka wizyte u Jima. Gdzies miedzy malymi kapliczkami, pomnikami w glebi cmentarza, za jakims monumentem stoi sobie pozielenialy nagrobek z dziura w srodku... amerykanie zaczeli sie brechtac, my w lekkim szoku zrobilysmy fotke i pokazano nam wyjscie .. coz, przynajmniej nie padalo ;)
Napstrykalysmy 280 zdjec, wydalysmy... kupe forsy (bynajmniej nie na metro, pamiatki i prowiant...wlasciwie to sama nie wiem na co ?!?), jednak co przezylysmy i zobaczylysmy to nasze i nie oddalabym tego za zadne skarby :) a wrocic musze, bo zostalo jeszcze pare rzeczy do zobaczenia :>
au revoir!
Monday, 28 April 2008
Subscribe to:
Posts (Atom)