Saturday, 21 June 2008

ta co wziela mydło zamiast telefonu na żużel...

Koszmar magisterki za mna. Horror dorosłego, odpowiedzialnego, zorganizowanego człowieka na horyzoncie. A w środku chaos, wulkan, panika - nie lubie tego co potrafie, a nie potrafie nic innego poza tym :/ plan 5letni dla inwestorów wykonany, jestem wolna żeby robic to co chcę. Pytanie tylko, czy trochę nie za późno na to? Jedno wiem na pewno: najwyższy czas sie wyzwolic! O, praca by się przydała... Tylko ja nie bardzo się na tym znam. No i ciężko cos wybrac kiedy ma sie tyle pomysłów i jedna decyzja moze zamknąc droge do pozostalych opcji.
Tak więc trwonie czas i pieniądze na przyjemności, a na pytanie "co dalej?" tylko sie rumienie i tonę w wyrzutach sumienia.
A z tym mydłem to bylo tak: Ulubiony Brat zabrał mnie na żużel, a życzliwy i niewinny dar od kochanej Cioci podstępnie wywiódł mnie w pole swoim kanciatym, nokiopodobnym kształtem tuż przed wyjściem na mecz. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy na miejscu owy prostopadłoscienny przedmiot w mojej torebce okazał się kostką mydła a nie moim nieco już sfatygowanym telefonkiem! :) A mecz przegralismy 14 pkt, ale i tak było fajnie.