Friday, 19 September 2008

The Nurse...

W sumie to nie do konca ogarnelam co sie stalo, ale przedwczoraj Karen wziela mnie na wyzsze pietro i zaczela mnie przyuczac do operowania komputera. Sortowalam, drukowalam, sprawdzalam każdy ciuch z listą. Przy tym dowiedzialam sie, że zauwazyla ze jestem bardziej pojetna niz część personelu + znam język. Słabo to wyglada, że sie tak chwale publicznie, ale po 2 miesiacach składania cudzego prania miło usłyszec że jestem mądra :)
Potem wrocilam na dół w momencie kiedy Joe mowił: "I miss nurse", po czym usmiechom i okrzykom radosci nie bylo konca (niezle, mądra i popularna ;P)

Nie wiem czy ktos jeszcze pamięta moje wynalazki kulinarne z czasów studeckich. Nie powiem, teraz tez radze sobie jak moge. Co rano mleko z płatkami, na kolacje jogurcik, a na obiad... co wchodze do pokoju z talerzem wszyscy sie podnosza i pytaja co mam dzisaj ^^'
Wczoraj (chyba) byl narodowy dzien czekolady(gdzies).. to postanowilam postawic na jakosc nie ilosc. Ale wyszlo ja zawsze ;) ale musze przyznac, ze nie lubie Aero. Jesli kiedys zapomne sie w sklepie prosze mi dac po łapach bo mi nie smakuje. Ta czekolada jest jakas taka sucha troche Oo Za to Coco Pops wyśmienite. Plan mam przetestowac nieznane mi płatki sniadaniowe Kellogsa, ktory jest z tego co wiem niedostepny na rynku polskim.


Faaaaak fak faaaaaak Krycha wziela mnie dzisiaj na gore znow. Nie ma jej w nastepnym tygodniu i zostane tam sama :O za bardzo sie pospieszylam z ta samopochwałą, bo totalnie nie ogarniam co tam sie dzieje! Jakies fartuchy, jakies szmateczki, ręczniczki, ściereczki... herbaciane, tureckie, piekarnikowe, biale, kolorowe, kombinezony... biale, kolorowe, a to wszystko dzielone na 5 dni robocze, 7 kierowcow na kazdy dzien, kazdy kierowca na parenaście firm, a firmy na numery... szał! przynajmnie składac nie musze ;)
No nic, weekend nastał więc cieszmy sie tym błogosławionym czasem zamiast zamartwiac sie na zapas :) bedzie dobrze, bo co mi zrobia? najwyżej mnie wywala oh ah ;D

Pozdrawiam i miłego weekendu zycze wszystkim Wam! muaaa

Monday, 8 September 2008

na Wyspach...

Tak jest! jak znaczny procent swoich rodakow, a jeszcze znaczniejszy anglistow, wyladowalam w UKEJ w celu zarobkowo-dokształcającym. Wyjazd byl dosc spontaniczny i mało przemyślany - generalnie słaby wariant jeśli ktos sie wybiera, nie polecam. Ale od czego jest rodzina? ;) Kuzyn pomógł i jakoś się udało. Półtorej miesiąca juz jestem i wiele sie działo przez ten czas...
Ok, długo nad tym myslałam i generalnie plan jest taki: na początek zamieszczę 3 maile które napisałam do moich znajomych, dalej może uda mi sie relacjonować zdarzenia na bieżąco.

To lecimy z tym koksem :)

27 Jul
czesc!
tak, wciaz zyje i tak, wciaz pamietam jak sie mowi po polsku ;) oto minal moj pierwszy intensywny tydzien w UKEJ. sie troche przezyc juz nazbieralo wiec mam sie czym podzielic. a wiec, mieszkam w niewielkiej miejscowosci na poludnie od Londynu. wlasciwie to niewiele tu jeszcze widzialam bo podobno jest tu troche niebezpiecznie to raczej unikam samotnych spacerow po nieznanym :) poznawanie miejscowosci zaczelam od lokalnego job centre... ale za wiele mi to nie dalo. mialam nadzieje na prace w lokalnej bibliotece, ale okazalo sie ze nikogo nie szukaja. no to awaryjnie zaproponowano mi prace w sklepie ^^ Mustafa - szef - ma spozywczy sklep i planuje otworzyc jeszcze jeden, mniejszy i poszukuja kogos 'godnego zaufania' (hehe) do sprzedawania. co prawda pobudka po 5 rano ale co tam, i tak nie mialam lepszej opcji to rownie dobrze moglabym isc spac po dobranocce ;) tylko ze w sklepie kokosow nie zarobilo by sie, ALE mieszkalabym mozliwe ze nad samym sklepikiem i moglabym sie tajniacko zywic produktami ze sklepu ;>. nawet mi sie ta opcja zaczela podobac i zrobilo mi sie lzej jakos na sercu, bo juz sie zamartwialam ze nic mi sie nie uda i wroce z niczym a wrecz naciagne biednych rodzicieli moich na wycieczke do Anglii i spowrotem :) z Paulina (kuzynka) wpadlysmy w głód komórkowy :D tak bysmy sobie smski popisaly ;D a swoja droga to do tej pory nie wiem o co kaman z tym dziadoskim zasiegiem >< roaming dzialal w Niemczech i przestal jak tylko wysiadlam z samolotu. w niedziele K. i D. zabrali nas do Londynu :) troche sie umeczylam chodzeniem ale fantastycznie bylo tam wrocic! min. kupilam sobie kubeczek do kiełkującej kolekcji ^^brakuje mi tylko znajomych... bylo by o niebo lepiej, bo ogolnie to podoba mi sie w Anglii. jest tu calkim przyjemnie, zupelnie inna atmosfera, mentalnosc. a zakupy.... nie myslisz "nie stac mnie" tylko "czy ja to wlasciwie potrzebuje?". jakbym byla angielka to musialabym miec jakas garderobe rozmiarow sporego garazu ^^. juz sie zastanawiam jak ja sie spakuje do domu, ale z drugiej strony noł noł, trzeba oszczedzac ;) aaaa i bylam jeszcze w jednej agencji pracy... ale tam zaproponowali tylko dorywcze prace na telefon, np na weekend jako sprzataczka na wyscigach konnych... to sie ciezko podlamalam bo wyszlo jeszcze ze w sklepie to najpierw bym musiala sie przyuczyc, ale szef mi za to specjalnie nie zaplaci, a sklep nowy czynny dopiero od za miesiac conajmniej :/ a ja musze gdzies mieszkac, cos jesc.. no i kupa, to szukalam czegos innego. a Kasia (jedna ze wspollokatorek kuzyna. a swoja droga to super domek maja! 5 osob, 2-pietrowy, 2 lazienki, ogrod... rewelacja!) pracuje w pralni. ciezka praca, ale przynajmniej na legalu i płacą tak jak w sklepie a weekendy wolne. to sobie sprytnie wykombinowalam, ze w takim razie na weekendy bede dorywcze prace brala z posredniaka. no i wszystko milo.. ale, jak to ja, w 100% usatysfakcjonowana nigdy nie bede ;) wszyscy ze "ooo ty znasz jezyk to bedziesz cos lepszego miala" a tu kupa a jak sa oferty lepszej pracy to trzeba cos umiec, albo na administracji sie znac, albo jakies kierownicze stanowiska/...a ja to poza tym jezykiem (ktory jest jakby nie patrzec dosc popularny w Anglii ;) ) to specjalnie nic nie umiem. to poszlam do pralni :) jestem glownym folderem :DDD ...skladam koszule :D tzn, maszyna sklada. ja tylko wkladam ubranko, nacikam pedal i 2 guziki ;P calkiem fajnie sie robi, tylko temperatura ciezka do zniesienia (36st). ale mam 2 przerwki, elegansko 8 h i nie przynosze pracy do domu. pracuje koło Kasi co z nia mieszkam i tam sie kreci Karen superviserka (ale ona lata po calym zakladzie). byla dla mnie dosc mila, ale ludzie powiadaja ze poznalam narazie tylko dr Jekylla O_o. poza tym jest tam Joseph z Jamajki ;DDDD, "Chrupek" ... nie wiem jak ma na imie, tak na niego dziewczyny wolaja, taki dziwny kolo troche ;) angol. Steve i Anthony, tez angole. ale Joseph... XD bo tam pierze sie ubrania robocze zwiazane z zywnoscia i musi byc czysto to w bialym fartuchu pracowalam. robie, a on podchodzi i "hello nurse" ;D i powiedzial ze moze byc moim doktorem - -' i ze mam ladny usmiech...;) a Kasia mowi ze ma 4 dzieci i chyba zony se szuka do bawienia latorosli ;) takkkkk... wciaz mam klopoty z wypelnianiem druczkow bo musze kombinowac z adresem, telefonem i kontem bankowym, ale mam nadzieje ze w przysz tyg bede juz sprawnie funkcjonowac. to tyle na poczatek ;) postaram sie jeszcze cos napisac, zanim kuzyn wyjedzie i zabierze komputer :( pozdrawiam goraco (choc moze nie za goraco, bo slyszalam ze w kraju upaly :) )
buziaki i usciski,
madzia

7 Aug
6 ^^to znow ja!
na dworze pochmurno, chyba bedzie padac. to sobie pomyslalam ze napisze co nieco co tam u mnie slychac :) a ze obecnie moje zycie sklada sie wylacznie z zarabiania i pieniedzy i ich wydawania, to napisze co tam w pracy :D nie powiem, rozwijam sie... w zeszlym tyg skladalam spodnie, rozkladalam mokre fartuchy, wieszalam je na wieszaczki, segregowalam suche, pakowalam w folie i skakalam po nich zeby je ubic ^^ musze przyznac ze te nowe umiejetnosci bardzo mi sie przydadza w porzadkowaniu wlasnej szafy po powrocie ;) ale i tak najwiecej skladam na tej mojej maszynie i zobaczycie jaki bede miala wypracowany lewoskręt! ;D aha, i te 36 stopni na sali to w dobry dzien jest. ostatnio do 42 dobija... tylko Joseph chodzi wyluzowany bo on w cieple chowany ;)
co tam jeszcze... nooooo dobra, troche przesadzilam z ta inna mentalnoscia i takimi tam. opadl etap euforii po przyjezdzie i stwierdzam na spokojnie ze England bez rewelacji, przynajmniej tu (ciekawe co bede mowila za miesiac ;) ). nie no, wybaczcie ze tak sie ekscytowalam, wiadomo przeciez ze w domu i tak najlepiej :)
mielismy plan jechac nad morze... ale nie uda sie :( a strrrrasznie szkoda bo strrrrrrasznie chcialam. nawet stroj kĄMpielowy wzielam. no coz, w tym roku wakacje odwolane. nawet poopalac sie nie moge bo mgła (ale nie zawsze bo tylko wtedy kiedy nie pada ;P).no i chyba tyle u mnie :) dziekuje WERY MACZ za mailiki! tak sie z nich cieszylam ze po pare razy czytalam ^^ i dzisiaj przed pisaniem jeszcze raz. i po tez sobie przeczytam ;) wiec piszcie, piszcie co tam w domu, w zyciu, w zielonej, w poznaniu, w krakowie, w komarze i w ogole wszedzie! ;) zeby nie bylo, wciaz tesknie za domkiem :D sciskam wszystkich i caluje mocno,
madzia

8 Sept
czesc czolem, kluski z rosołem!
i ja ponownie :) w skrocie zyje, mam sie dobrze, pracuje i wydaje po staremu :) przeprowadzilam sie za to. mam swoj materacyk za kanapą u takiego milego mlodego malżenstwa z Polski. jest dobrze i blisko do centrum :>
niedobrze bylo jak zakladalam tu konto... rany boskie az sie wstyd przyznac co mnie tu spotkalo, za to utwierdzilam sie w przekonaniu ze biurokracja mnie przeraza i przerasta :D raz poszlam - nie starszylo czasu, poszlam drugi raz - okazalo sie ze nie mam drugiego dokumentu, poszlam trzeci raz - system padl. a gdy w koncu sie udalo oczywiscie zablokowalam karte blednym PINem (ale nie z mojej winy, PIN byl jakis lewy ><). no jakis horror po prostu! sie ze mnie smieja ze wchodze do banku a tam wszyscy: "o, czesc Magda! kawe czy herbate?" - -' ale juz obiecalam sobie ze nie pojde tam wiecej ;)
poza tym, razu pewnego z towarzyszka Kasia zrobilysmy 200% normy w pralni czym zasluzylysmy sobie na pochwale szefa... niestety nie przelozylo sie to na dodatkowe cyferki na czeku. coz, sama satysfakcja z dobrze wykonanej pracy musi nam wystarczyc ;p
hm, w poprzednich mailach zapomnialam na smierc wspomniec ze moj telefon strzelil focha i po lądowaniu odmowil połączenia sie z krajem ojczystym :( dziwne bo w Berlinie roaming dzialal.. tak czy inaczej telefonek za kare polecial spowrotem, a ja sprawilam sobie nowy z nowym numerem.
W koncu zobaczylam klify (yes yes yes!!!). moi mieszkaniodawcy zabrali mnie na mala wycieczke. i tak dzieki panu Andrzejowi z GPSa zrobilismy 2 godzinna droge w 6 godzin ;D ale warto bylo!!!! ^^ mimo ze to jeszcze nie Irlandia, juz prawie prawie poczulam klimat ^^ taaaakie super widoki, gdzies w oddali nawet zarys Isle of White sie rysowal..bosko ^^
i tyle. tesknie coraz bardziej :(
hugs 'n' kisses!
-magda-

P.S.
Chrupek ma na imię Graham :DDDD