Tak jest! jak znaczny procent swoich rodakow, a jeszcze znaczniejszy anglistow, wyladowalam w UKEJ w celu zarobkowo-dokształcającym. Wyjazd byl dosc spontaniczny i mało przemyślany - generalnie słaby wariant jeśli ktos sie wybiera, nie polecam. Ale od czego jest rodzina? ;) Kuzyn pomógł i jakoś się udało. Półtorej miesiąca juz jestem i wiele sie działo przez ten czas...
Ok, długo nad tym myslałam i generalnie plan jest taki: na początek zamieszczę 3 maile które napisałam do moich znajomych, dalej może uda mi sie relacjonować zdarzenia na bieżąco.
To lecimy z tym koksem :)
27 Julczesc!
tak, wciaz zyje i tak, wciaz pamietam jak sie mowi po polsku ;) oto minal moj pierwszy intensywny tydzien w UKEJ. sie troche przezyc juz nazbieralo wiec mam sie czym podzielic. a wiec, mieszkam w niewielkiej miejscowosci na poludnie od Londynu. wlasciwie to niewiele tu jeszcze widzialam bo podobno jest tu troche niebezpiecznie to raczej unikam samotnych spacerow po nieznanym :) poznawanie miejscowosci zaczelam od lokalnego job centre... ale za wiele mi to nie dalo. mialam nadzieje na prace w lokalnej bibliotece, ale okazalo sie ze nikogo nie szukaja. no to awaryjnie zaproponowano mi prace w sklepie ^^ Mustafa - szef - ma spozywczy sklep i planuje otworzyc jeszcze jeden, mniejszy i poszukuja kogos 'godnego zaufania' (hehe) do sprzedawania. co prawda pobudka po 5 rano ale co tam, i tak nie mialam lepszej opcji to rownie dobrze moglabym isc spac po dobranocce ;) tylko ze w sklepie kokosow nie zarobilo by sie, ALE mieszkalabym mozliwe ze nad samym sklepikiem i moglabym sie tajniacko zywic produktami ze sklepu ;>. nawet mi sie ta opcja zaczela podobac i zrobilo mi sie lzej jakos na sercu, bo juz sie zamartwialam ze nic mi sie nie uda i wroce z niczym a wrecz naciagne biednych rodzicieli moich na wycieczke do Anglii i spowrotem :) z Paulina (kuzynka) wpadlysmy w głód komórkowy :D tak bysmy sobie smski popisaly ;D a swoja droga to do tej pory nie wiem o co kaman z tym dziadoskim zasiegiem >< roaming dzialal w Niemczech i przestal jak tylko wysiadlam z samolotu. w niedziele K. i D. zabrali nas do Londynu :) troche sie umeczylam chodzeniem ale fantastycznie bylo tam wrocic! min. kupilam sobie kubeczek do kiełkującej kolekcji ^^brakuje mi tylko znajomych... bylo by o niebo lepiej, bo ogolnie to podoba mi sie w Anglii. jest tu calkim przyjemnie, zupelnie inna atmosfera, mentalnosc. a zakupy.... nie myslisz "nie stac mnie" tylko "czy ja to wlasciwie potrzebuje?". jakbym byla angielka to musialabym miec jakas garderobe rozmiarow sporego garazu ^^. juz sie zastanawiam jak ja sie spakuje do domu, ale z drugiej strony noł noł, trzeba oszczedzac ;) aaaa i bylam jeszcze w jednej agencji pracy... ale tam zaproponowali tylko dorywcze prace na telefon, np na weekend jako sprzataczka na wyscigach konnych... to sie ciezko podlamalam bo wyszlo jeszcze ze w sklepie to najpierw bym musiala sie przyuczyc, ale szef mi za to specjalnie nie zaplaci, a sklep nowy czynny dopiero od za miesiac conajmniej :/ a ja musze gdzies mieszkac, cos jesc.. no i kupa, to szukalam czegos innego. a Kasia (jedna ze wspollokatorek kuzyna. a swoja droga to super domek maja! 5 osob, 2-pietrowy, 2 lazienki, ogrod... rewelacja!) pracuje w pralni. ciezka praca, ale przynajmniej na legalu i płacą tak jak w sklepie a weekendy wolne. to sobie sprytnie wykombinowalam, ze w takim razie na weekendy bede dorywcze prace brala z posredniaka. no i wszystko milo.. ale, jak to ja, w 100% usatysfakcjonowana nigdy nie bede ;) wszyscy ze "ooo ty znasz jezyk to bedziesz cos lepszego miala" a tu kupa a jak sa oferty lepszej pracy to trzeba cos umiec, albo na administracji sie znac, albo jakies kierownicze stanowiska/...a ja to poza tym jezykiem (ktory jest jakby nie patrzec dosc popularny w Anglii ;) ) to specjalnie nic nie umiem. to poszlam do pralni :) jestem glownym folderem :DDD ...skladam koszule :D tzn, maszyna sklada. ja tylko wkladam ubranko, nacikam pedal i 2 guziki ;P calkiem fajnie sie robi, tylko temperatura ciezka do zniesienia (36st). ale mam 2 przerwki, elegansko 8 h i nie przynosze pracy do domu. pracuje koło Kasi co z nia mieszkam i tam sie kreci Karen superviserka (ale ona lata po calym zakladzie). byla dla mnie dosc mila, ale ludzie powiadaja ze poznalam narazie tylko dr Jekylla O_o. poza tym jest tam Joseph z Jamajki ;DDDD, "Chrupek" ... nie wiem jak ma na imie, tak na niego dziewczyny wolaja, taki dziwny kolo troche ;) angol. Steve i Anthony, tez angole. ale Joseph... XD bo tam pierze sie ubrania robocze zwiazane z zywnoscia i musi byc czysto to w bialym fartuchu pracowalam. robie, a on podchodzi i "hello nurse" ;D i powiedzial ze moze byc moim doktorem - -' i ze mam ladny usmiech...;) a Kasia mowi ze ma 4 dzieci i chyba zony se szuka do bawienia latorosli ;) takkkkk... wciaz mam klopoty z wypelnianiem druczkow bo musze kombinowac z adresem, telefonem i kontem bankowym, ale mam nadzieje ze w przysz tyg bede juz sprawnie funkcjonowac. to tyle na poczatek ;) postaram sie jeszcze cos napisac, zanim kuzyn wyjedzie i zabierze komputer :( pozdrawiam goraco (choc moze nie za goraco, bo slyszalam ze w kraju upaly :) )
buziaki i usciski,
madzia
7 Aug6 ^^to znow ja!
na dworze pochmurno, chyba bedzie padac. to sobie pomyslalam ze napisze co nieco co tam u mnie slychac :) a ze obecnie moje zycie sklada sie wylacznie z zarabiania i pieniedzy i ich wydawania, to napisze co tam w pracy :D nie powiem, rozwijam sie... w zeszlym tyg skladalam spodnie, rozkladalam mokre fartuchy, wieszalam je na wieszaczki, segregowalam suche, pakowalam w folie i skakalam po nich zeby je ubic ^^ musze przyznac ze te nowe umiejetnosci bardzo mi sie przydadza w porzadkowaniu wlasnej szafy po powrocie ;) ale i tak najwiecej skladam na tej mojej maszynie i zobaczycie jaki bede miala wypracowany lewoskręt! ;D aha, i te 36 stopni na sali to w dobry dzien jest. ostatnio do 42 dobija... tylko Joseph chodzi wyluzowany bo on w cieple chowany ;)
co tam jeszcze... nooooo dobra, troche przesadzilam z ta inna mentalnoscia i takimi tam. opadl etap euforii po przyjezdzie i stwierdzam na spokojnie ze England bez rewelacji, przynajmniej tu (ciekawe co bede mowila za miesiac ;) ). nie no, wybaczcie ze tak sie ekscytowalam, wiadomo przeciez ze w domu i tak najlepiej :)
mielismy plan jechac nad morze... ale nie uda sie :( a strrrrasznie szkoda bo strrrrrrasznie chcialam. nawet stroj kĄMpielowy wzielam. no coz, w tym roku wakacje odwolane. nawet poopalac sie nie moge bo mgła (ale nie zawsze bo tylko wtedy kiedy nie pada ;P).no i chyba tyle u mnie :) dziekuje WERY MACZ za mailiki! tak sie z nich cieszylam ze po pare razy czytalam ^^ i dzisiaj przed pisaniem jeszcze raz. i po tez sobie przeczytam ;) wiec piszcie, piszcie co tam w domu, w zyciu, w zielonej, w poznaniu, w krakowie, w komarze i w ogole wszedzie! ;) zeby nie bylo, wciaz tesknie za domkiem :D sciskam wszystkich i caluje mocno,
madzia
8 Septczesc czolem, kluski z rosołem!
i ja ponownie :) w skrocie zyje, mam sie dobrze, pracuje i wydaje po staremu :) przeprowadzilam sie za to. mam swoj materacyk za kanapą u takiego milego mlodego malżenstwa z Polski. jest dobrze i blisko do centrum :>
niedobrze bylo jak zakladalam tu konto... rany boskie az sie wstyd przyznac co mnie tu spotkalo, za to utwierdzilam sie w przekonaniu ze biurokracja mnie przeraza i przerasta :D raz poszlam - nie starszylo czasu, poszlam drugi raz - okazalo sie ze nie mam drugiego dokumentu, poszlam trzeci raz - system padl. a gdy w koncu sie udalo oczywiscie zablokowalam karte blednym PINem (ale nie z mojej winy, PIN byl jakis lewy ><). no jakis horror po prostu! sie ze mnie smieja ze wchodze do banku a tam wszyscy: "o, czesc Magda! kawe czy herbate?" - -' ale juz obiecalam sobie ze nie pojde tam wiecej ;)
poza tym, razu pewnego z towarzyszka Kasia zrobilysmy 200% normy w pralni czym zasluzylysmy sobie na pochwale szefa... niestety nie przelozylo sie to na dodatkowe cyferki na czeku. coz, sama satysfakcja z dobrze wykonanej pracy musi nam wystarczyc ;p
hm, w poprzednich mailach zapomnialam na smierc wspomniec ze moj telefon strzelil focha i po lądowaniu odmowil połączenia sie z krajem ojczystym :( dziwne bo w Berlinie roaming dzialal.. tak czy inaczej telefonek za kare polecial spowrotem, a ja sprawilam sobie nowy z nowym numerem.
W koncu zobaczylam klify (yes yes yes!!!). moi mieszkaniodawcy zabrali mnie na mala wycieczke. i tak dzieki panu Andrzejowi z GPSa zrobilismy 2 godzinna droge w 6 godzin ;D ale warto bylo!!!! ^^ mimo ze to jeszcze nie Irlandia, juz prawie prawie poczulam klimat ^^ taaaakie super widoki, gdzies w oddali nawet zarys Isle of White sie rysowal..bosko ^^
i tyle. tesknie coraz bardziej :(
hugs 'n' kisses!
-magda-
P.S.
Chrupek ma na imię Graham :DDDD