Saturday, 4 October 2008

Moje otoczenie...

Brakuje bliskich mi osób, lecz samotna nie znaczy sama, zatem wspomnę tu parę ciekawych postaci, które stanęły mi na drodze w tym odległym kraju.
Przede wszystkim po prawie 3 miesiącach mogę napisać nieco więcej o moich współpracownikach. Chrupek okazał się być naprawdę świetnym kumplem. Taki stary a rozrabia jak dzieciak! ^^ wrzucanie sie do wanien z praniem, przyklejanie karteczek na plecy, rzucanie rękawiczkami i siatkami na włosy, chowanie fartuchów jest na poziomie dziennym i odciąga nas od pralnianej rutyny. Ostatnio pod moja nieobecność wziął mój fartuch i zapakował go w 5 folii oraz zakleił mi butelke taśmą klejącą! w ramach rewanżu ganiałam go z brudną ścierą wokół suszarni :) Steve i Antek też są w porządku. Steve w zeszłym tygodniu dowiedział się ze nie mam na imię Marta i ma lekie problemy z zapamietaniem tego wlaściwego. Na to Kasia zasugerowała mu ze w razie czego niech mowi na mnie 'Nurse' :) Karen jest zmienna jak pogoda angielska: tu pochwali za selekcje dziurawych ubrań, a za chwile wpada z fochem i każe mi myć ściany. Natomiast Joe to stary podrywacz i lepiej mieć sie na baczności w jego obecności. Jest jeszcze przemiła księgowa Val i Dave "Szyja" - jeden z szefów. Facet z kciukami w górze wiecznie pyta 'how are you?' i chyba nawet nie czeka na odpowiedź bo przeciez zawsze wszystko jest oczywiście 'allright' :)
W zeszłym tygodniu odwiedziła mnie kuzynka. Heh tradycyjnie juz, z 1 kanapką w plecaku, obleciałyśmy 2 razy Londyn, Guildford, Stonhenge i konkurencyjny krąg w Avebury. Straszny mieliśmy smiech z tych kręgów :D serio, fantastyczna wycieczka! i odpoczelam troche od rutyny mieszkania w Aldershocie.
Mam tez nowego współlokatora. Na początku w ogóle się nie ujawniał, potem dostrzegłam jego obecność ale nie wchodziliśmy sobie w drogę, więc wszystko było w porządku. Niestety wczorajszej nocy koleś przegiął i wkroczył na moje terytorium, przespacerowal po mojej bluzce i bezwstydnie wrąbał kawalek mojej kartki! Jeszcze nie wiem co to za osobnik, ale scieżka ze śluzu wskazuje na jakiegos mięczaka... polowanie trwa!
Na koniec dodam iz w koncu udalo mi sie postawić nogę w brytyjskim pubie. Zegnaliśmy kolegę i min. rozmawialam z Anglikiem, Czechem i Włoszką. Kocham akcenty! Muzyka dla mych uszu :) O północy poszliśmy do Polskiego Domu na pizze. Kolega i kierowca ktory mial go wiezc o 4 rano na lotnisko zagineli podczas masowego odprowadzania mnie do domu, ale z tego co wiem wszystko dobrze sie skończyło :) a pieśni o Falubazie niosły sie jeszcze długo po tym jak zamknęłam drzwi frontowe... a dzis rano doznałam dziwnego nawrotu bólu zatok~~ ;>